depresja_szaro

Pieprzone Hashimoto

Czasem trzeba wiedzieć, kiedy należy udać się do dermatologa, endokrynologa, psychologa, psychiatry, psychoterapeuty, czy do... dietetyka. Już od jakiegoś czasu walczę ze sobą, czy pisać o tym, czy nie. Bo dziś przecież wszędzie można o tym przeczytać... No ale jednak. Piszę. Bo chcę. Bo potrzebuję. Bo inni potrzebują. Abo potrzebują i nie wiedzą czego...
Co to jest Hashimoto pewnie większość z Was wie. Jeśli nie to odsyłam do tego artykułu. Hashimoto to mały morderca... taki wstrętny niszczyciel... Niszczy człowieka od środka. Niszczy psychikę. Czasem niszczy też rodzinę... Tak! bo jak człowiek nie wie kim jest, nie ogarnia otoczenia wokół siebie, to wiele teorii sobie wymyśla... Często niezgodnych z rzeczywistością...
Weźmy taką depresję na przykład... Pójdziesz do psychoterapeuty, i on wcale Ci nie powie, że masz depresję przez Hashi. Powie, żeby przyjść na terapię. Że przepisze leki na depresję. Że spotkania co tydzień. A efektów nie ma (wiele takich historii słyszałam, byłam na jednym)... Pomimo tego, że psycholog usłyszał, że masz Hashi, nie powie, że depresja ma z tym coś wspólnego... A ma... Dużo wspólnego MA!

Mam Hashimoto od 9 roku życia, czyli od 21 lat. Jak zostało wykryte?
Pamiętam ten dzień jakby to było wczoraj. Byłam na plaży, poszłam na wielką dmuchaną poduszkę poskakać. Jak wróciłam mama przerażona spojrzała na moje kolana. Były białe. Ja, jak każde zadowolone ze skakania dziecko, odpowiedziałam, że spadłam na kolana i sobie obtarłam, więc pewnie opalenizna zeszła (haha, ubaw miałam niezły).  Jednak nie było nikomu potem do śmiechu, gdy plamy zaczęły pojawiać się na udach, łokciach, rękach... Diagnoza kilku dermatologów: bielactwo.
Jeden doktorek powiedział, że plamy zejdą w okresie dojrzewania. Drugi, że w czasie ciąży, a trzeci, że nigdy i będzie tego coraz więcej. Do trzech razy sztuka... ten miał rację...
Po odkryciu, że to bielactwo, doktorek powiedział, żeby zbadać tarczycę. No to USG, badania krwi. Dla dziecka niemały stres.
Niedoczynność tarczycy, Hashimoto.
Leki codziennie rano, do końca życia. Zakaz picia mleka rano aby leki dobrze się wchłaniały.
To tyle. Do wiedzenia. Kontrola raz na pół roku...

Bielactwo nadal jest.  Zimą ok, ale latem gorzej, gdy "normalna" skóra jest opalona...  Już się tym nie przejmuję. Ale do urodzenia drugiego dziecka miałam z tym bardzo duży problem.  W sumie to chyba otoczenie obcych ludzi miało też, bo się gapili jak na kosmitę... Było, minęło...

Przez przypadek trafiłam w internecie na artykuł, w którym było napisane, że przy chorobach autoimmunologicznych nie należy jeść glutenu... Zaczęłam szperać, umówiłam się na wizytę do dietetyka. Zrobiłam testy na nietolerancje pokarmowe (o tym tutaj)...

Gdy zmieniłam dietę wiele się zmieniło. Nie jem pszenicy, gluten i soję omijam jak tylko mogę (pochwalę się, że z sukcesem). Jajka i mleko ograniczam bardzo. Staram się nie jeść surowych, twardych warzyw... Dlatego, aby jelita miały lekką pracę. Bo nasze samopoczucie bierze się z brzucha. Nasze myślenie bierze się z brzucha. Nasza depresja bierze się z brzucha. Z jelit konkretnie. Nie jestem lekarzem. Nie jestem dietetykiem. Nie jestem psychologiem. Jestem chora. I z tym walczę. Od kiedy przeszłam na dietę i regularnie uprawiam sport depresja minęła. Nie denerwuję się na dzieci bez powodu. Nie obrażam się na coś czego nie ma (a przecież wcześniej było w mojej głowie tyle problemów! sic!). Wszelkie kryzysy póki co przeszły... jest spokojniej... jest piękniej... Kilka miesięcy innej diety i człowiek jest kimś innym... Nie... błąd.... zaczyna w końcu wiedzieć kim JEST. Bo wcześniej nawet tego nie wiedziałam. Nie wiedziałam co lubię, nie wiedziałam, czym się interesuję... Widziałam tylko problemy. W sobie głównie. Że brzydka jestem. Że głupia. Że beznadziejna. Że niewarta niczego i nikogo...

Hashimoto to pieprzony drań, z którym walczę codziennie. Ale się nie poddaję.  Warto.
Euthyrox 150 na zmianę z dawką 137 biorę w nocy. Rano szklanka wody. Posiłki co 2-3 godziny. Długo gryzę... Chleb piekę sama lub kupuję bezglutenowy (na początku był okropny, ale już się przyzwyczaiłam do smaku, jednak domowe najlepsze). Siłownia lub ćwiczenia w domu 3 razy w tygodniu (max 4, podobno częściej nie wolno, bo coś tam się musi zregenerować, a przy niedoczynności to trochę trwa).
Jedyne z czym jeszcze walczę to ograniczenie kawy... ale i tak piję z mlekiem ryżowym, więc tragedii nie ma... 3 kubki dziennie, wcześniej 4...

Zmiana nawyków żywieniowych to pierwszy, najważniejszy krok w walce z Hashi. Bo nie chcę mieć tych cholernych 11 (!) chorób, o których mówiła mi Pani endokrynolog (choć i tak nie wiem czy reumatyzm mnie kiedyś nie dopadnie, bo stawy czasem bolą, a ta choroba w mojej rodzinie występowała kilka razy).  W sumie szkoda, że nie powiedziała mi wtedy o diecie... Czułabym się lepiej już kilka lat temu...

About the author

Aga

View all posts

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *